czwartek, 29 listopada 2018

Kolejne artykuły przyrodnicze

Kolejne artykuły przyrodnicze
Na stronie dinoanimals.pl ukazały się kolejne ciekawe artykuły przyrodnicze:

Pajęczyna - nić pajęcza

System antykolizyjny szarańczy

Wibrysy - niezwykłe wąsy "zwykłego" kota


Serdecznie zapraszam do lektury!


Kwas Bołotowa, czyli jaskółcze ziele na oczyszczenie organizmu - przepis

Kwas Bołotowa - mikstura z jaskółczego ziela na oczyszczenie organizmu - przepis

Gotowy kwas Bołotowa

Podobno kwas Bołotowa działa oczyszczająco na jelita, rozpuszczając i usuwając z nich złogi.
Od razu zaznaczam, że nie jestem "wykwalifikowaną" zielarką a przepis nie pochodzi ode mnie. Zamieszczam go jako notatkę i przedmiot do dyskusji a każdy, kto zechce spróbować kuracji, powinien najpierw sam zdobyć odpowiednią wiedzę na ten temat z innych źródeł  (podobno na YouTube jest niezły filmik).

Składniki:

- 1 szklanka cukru
- 1 szklanka pociętego jaskółczego ziela
- 1 łyżka śmietany naturalnej od krowy (inna się nie nadaje, musi zawierać naturalne bakterie kwasu mlekowego)
- przegotowana, wystudzona woda, około 2,5 litra

Ponadto:
- 3-litrowy słój
- kamień do obciążenia (np. czarny krzem) lub kulka szklana - umyte i wyparzone
- gaza 1x1 metr (lub trochę mniej)
- gumka receptura

Przygotowanie

Zawinąć ziele w gazę razem z kamieniem, położyć na dnie w słoiku.
Ziele jaskółcze - tu już przekwitnięte
Zalać letnią przegotowaną wodą pół słoika.
W drugim naczyniu wymieszać litr przegotowanej letniej wody ze śmietaną i cukrem.
Dolać powoli wodę z cukrem i śmietaną do słoja, ciągle mieszając.
Przykryć szczelnie gazą i zabezpieczyć recepturką.
Słoik zasłonić od światła i postawić w miejscu o temperaturze pokojowej.
Co jakiś czas wymieszać.
Ziele wyjąć po 1,5 miesiąca.

Gotowa mikstura

Mikstura nadaje się  do użytku po 2-3 tygodniach.
Ma smak kwaśno-owocowy.
Podobno może stać cały czas na wierzchu, ale ja wolę gotową trzymać w lodówce.

Rozmnażanie mikstury

Po 2-3 tygodniach od nastawienia można  miksturę rozmnażać.
W tym celu należy odlać 1/3 kwasu i pozostawić do kuracji a resztę uzupełnić 1 litrem wody i 1/3 szklanki cukru.


Dawkowanie

Dawkowanie jest sprawą indywidualną. Na pewno należy obserwować swój organizm i zacząć od małych dawek, np. początkowo może być 10 ml (1 łyżka) - 50 ml. Maksymalna dawka dla osób przyzwyczajonych już do kuracji to 100 ml na raz.
Jedna kuracja trwa półtora miesiąca.
Przez pierwsze 2 tygodnie przyjmuje się ustaloną dawkę 3x dziennie na czczo 20-30 minut przed jedzeniem (ewentualnie 2 godziny po jedzeniu).
Po 2 tygodniach przez miesiąc przyjmuje się dawkę 1 raz dziennie na czczo.

UWAGA!!!
Do tej kuracji istnieją PRZECIWWSKAZANIA. Mówiono mi między innymi o cukrzycy.
Poza tym, jak wiadomo, ziele jaskółcze (podobnie jak mnóstwo innych ziół), nieumiejętnie używane może okazać się trujące. 
Dlatego nie należy rozpoczynać leczenia bez zdobycia dokładnej wiedzy.

Moje wnioski

Stosuję kurację już jakieś 2 tygodnie. Niestety, zdarza mi się  pominięcie dawki. Na razie nie zauważyłam ekstremalnych wyników (typu usunięcie wielkich złogów z jelit) ani skutków ubocznych (podobno zdarzają się np. zawroty głowy). Ale może nie mam tak zanieczyszczonego organizmu (kto  wie, co tak naprawdę siedzi w jelitach?). Próbuję więc dalej.

Inne zastosowania kwasu Bołotowa

Kwas Bołotowa jest substancją odkażającą. Działa tak zarówno na rany, jak i np. na podłogę... Znajomy, który podarował mi przepis używa go na skórę i do czyszczenia powierzchni płaskich :) Ostatnio zrobił na jego bazie nawet krople do oczu. Podobno widzi różnicę ;)

Jeśli macie jakieś doświadczenia z kwasem z ziela jaskółczego, dajcie znać.


czwartek, 15 listopada 2018

środa, 14 listopada 2018

Grzybobranie oraz suszenie, gotowanie i mrożenie grzybów

Kosz pełen grzybów

Grzybobranie

Sezon na grzyby dla jednych trwa, dla innych już się kończy.  Mojej rodzinie udało się ostatnio zebrać pełen koszyk w pół godziny. Głównie były to podgrzybki i zajączki.
Przepiękne lasy...

.... w których zebraliśmy grzybki.


Suszenie

Nie mam suszarki do żywności, ale mam kominek ☺ Wpadłam na pomysł, by pozawieszać grzybki na nitki na wieszaku na ubrania przed kominkiem.
Roboty trochę było, bo musiałam je oczyścić, pokroić i ponawlekać. Ale ja tam lubię taka dłubaninię, zwłaszcza na fotelu przed telewizorem... 😊
Suszenie grzybów przy kominku...
... za pomocą wieszaka na ubrania
Grzybki w temperaturze kominkowej wysychają szybciutko. I bez dodatkowych kosztów. Gdy mieli przyjść goście, przenieśliśmy je na górę do sypialni, gdzie jest kratka od kominka i też dmucha ciepłem. Zapach nie był mocno intensywny, więc nie przeszkadzał. Po tygodniu zdjęłam je i zapakowałam w papierową torebkę. Barszczyk już na nich robiłam, pychotka 😋

Gotowanie i mrożenie

Żeby można było zamrozić grzyby, trzeba je najpierw obgotować. Przynajmniej ja tak robię. Po obraniu, pokrojeniu i delikatnym opłukaniu wrzucam na wrzątek i blanszuję jakieś 5 minut. Potem na sito, a gdy ostygną - do zamrażalki.
Problem pojawił się przy pakowaniu, gdyż w kuchni odkryłam, że nie mam tyle pojemników, by stosownie poporcjować grzybki. W poprzednim roku mroziłam duże porcje i nie był to dobry pomysł, bo np. do barszczu potrzebne dwa...
Ale potrzeba matką wynalazków. I recyklingu 😉 Użyłam malutkich pojemniczków od śmietanki do kawy. Okazały się w sam raz na mała porcję.
Inne, większe porcje zrobiłam w kubeczkach po serkach a największe w wiadereczkach po kapuście. Do wiaderek poszła też woda z gotowania z pozostałością grzybów jako bulion do grzybowej.
Malutkie pojemniczki po śmietankach w sam raz na dwa grzybki w barszcz

Przeróżne pojemniki do przeróżnego przeznaczenia

Bulion grzybowy, który długo nie poleżał w zamrażalce...

Bulion długo w lodówce nie wytrzymał, miałam ochotę na grzybową 😉

A jak wasze zbiory i zapasy?

wtorek, 6 listopada 2018

Topinambur - zbiory i gotowanie

Topinambur - zbiory

Topinambur zasadziłam pod koniec zimy w domu. Wsadziłam go na grządkę, gdy zrobiło się cieplej (cała historia tutaj). A teraz, w październiku postanowiłam go zebrać. 
Topinambur ma śliczne, różowe bulwy
Miałam w sumie nie więcej niż dziesięć roślin, z czego kilka na próbę już zebrałam we wrześniu. Jak na jakieś 6-7 roślin zbiór był udany i dość obfity. Myślę, że można było też spokojnie zostawić część w ziemi i wykopywać w miarę bieżących potrzeb, nawet zimą (oczywiście w sprzyjających warunkach). 

Wykopki

Zbiór topinamburu jest prosty i przyjemny. Najpierw trzeba wyrwać roślinę (jeśli urosła spora, jest szansa się trochę namęczyć ;) ). Bywa, że z częścią zieloną odchodzi też cały korzeń i wtedy nie trzeba go wykopywać. Jeśli nie, widły w ruch - tak jak z ziemniakami.


Korzeń topinamburu z bulwami
Różowe bulwy trzeba oderwać i jeśli planujemy dalszą uprawę, resztki korzeni pozostawić w ziemi. Na następny rok powinny odrosnąć ze zdwojoną siłą. Jeśli mamy dość, należy bezwzględnie usunąć wszystkie pozostałości. 
Prześliczna różowa kuleczka
Z bulwami słabo rozwiniętymi, małymi, o żółtym kolorze lepiej dać sobie spokój, bo i tak będą niedobre.
Z tych 6-7 roślinek z grządki wielkości 2x1 m wyszła mi spora micha (jakieś 35 cm średnicy) topinamburu (przypominam, że część zebrałam już wcześniej. Dla 4-osobowej rodziny wyszło mi jakieś 4-5 porcji wyżerki :)

Zebrany topinambur - to naprawdę duża micha!
A przy tym kury miały ubaw, bo pomagały nie tylko w nawożeniu, ale też i zbiorach :)
Moje kochane kurątka

Dania z topinamburu

Uwielbiam frytki, więc na pierwszy ogień usmażyłam topinambur. Pokroiłam bulwy ze skórką (oczywiście umyte porządnie!) na jakieś 4 części i wrzuciłam na głęboki olej. Wyszło przepysznie, ale wchłonęło dużo tłuszczu a ja obżarłam się porządnie i musiałam odchorować :(
Inny sposób - pieczenie topinamburu. Na blaszce posmarowanej tłuszczem w piekarniku poukładałam tym razem obrany topinambur (większe bulwy przekroiłam). Też wyszło pysznie. Ale i tym razem chyba przesadziłam z olejem...
Najbardziej delikatny jest topinambur gotowany. Znów nie obrałam go ze skórki, tylko porządnie umyłam i ugotowałam w wodzie, jak ziemniaki. Rozpływał się w ustach.

Moje wnioski z kuchni

Topinambur ogólnie jest dość wzdymającym warzywem. Na surowo smakuje jak rzepa (też tak można jeść, np. w surówkach), ma też podobne właściwości. W połączeniu z tłuszczem wrażliwa osoba może mieć sensacje jak po grochu z kapustą... A do tego chyba odrobinę przeczyszcza...
Ogólnie nie polecałabym go malutkim dzieciom ani mamom karmiącym.
Gotowany topinambur nie działa tak intensywnie, ale jednak coś tam się po nim dzieje w brzuchu. 
Mimo wszystko, warto spróbować, bo smak jest ciekawy. A może tak działa tylko na mnie i moją rodzinę?...
Jeszcze słowo o konsystencji. Topinambur szybko robi się miękki - szybciej niż ziemniaki, zwłaszcza w wodzie. Trzeba pilnować, by się nie rozgotował.
Mnie bardzo smakuje jak jest jednak taki bardzo mięciutki, rozpływa się w ustach i można go wycisnąć ze skórki, jak z tubki (w postaci gotowanej).
Jeśli chcemy robić jakieś sałatki lub obrać i przyrządzić później, należy go skropić cytryną albo wsadzić do wody z dodatkiem octu, bo szybko ciemnieje - jak ziemniaki.





To powodzenia w uprawie i smacznego! :)