czwartek, 31 sierpnia 2017

Rośnie papryka! :)

Papryka poza szklarnią

Czy udało wam się uprawa papryki poza szklarnią, w gruncie?
Czytałam, że rzadko się udaje, ale postanowiłam spróbować.


Jak zaczęłam uprawę papryki

Wysiałam w domu nasionka (gatunek: papryka słodka Granova) na rozsadę w kwietniu. Gdy podrosły a na dworzu zakrólował maj, przesadziłam na grządkę. Według zasad współrzędności zasiałam pomiędzy nimi pietruszkę naciową o karbowanych listkach, ale widocznie papryka ją zagłuszyła.


Efekty mojej uprawy papryki

Po jakimś miesiącu krzaczki były już spore i zaczęły kwitnąć. Kwiatuszki drobne, białe, miejscami lekko fioletowe, podobne do tych od papryczki chili, tylko większe.
W lipcu pojawiły się pierwsze małe papryki. Nawoziłam je gnojówką z pokrzyw.


Moje błędy w uprawie papryki

Niestety, nie urosły zbyt szybko, bo popełnił błąd. Przeczytałam mianowicie, że papryka lubi stanowiska słoneczne, ale osłonięte. Zasiałam więc grządkę wcześniej, od strony słońca kwiaty o nazwie kosmos (inaczej onętek). Nie wiem jeszcze co się stało, może zbyt gęsto były wysiane, ale urosły do gigantycznych rozmiarów i zasłoniły paprykę. Gdy zauważyłam swój błąd, wyrwałam kwiaty. Trochę było mi żal, ale i tak mało co kwitły. Wsadziłam je do pojemnika z wodą, jak będę miała chwilę to gdzieś posadzę - w ramach eksperymentu.

A wracając do papryki, wygląda teraz tak:


Moja papryka

Moja papryka

Prawda, że ładna? :)

środa, 30 sierpnia 2017

Dziecioszki lubią zielone groszki

Jak zwabić dzieci do ogródka

Po trzech latach prób wzbudzenia u moich dzieci pasji ogrodniczej czułam się lekko rozczarowana. Pielenie w ogóle nie wzbudzało u nich emocji, sianie szybko się nudziło, podlewanie polegało na polewaniu wodą siostry...
Myślałam, co by tu zrobić. Wymyśliłam, że trzeba je zwabić do ogródka SMAKIEM.

Pierwsze próby smaku

Zaczęłam od truskawek, ale niestety dzieci nie zdążyły ich dużo zjeść, bo w czasie naszego urlopu zeżarł je grzyb :(
Potem były czerwone porzeczki, które co prawda wzbudziły zainteresowanie, ale szybko się skończyły w małych buźkach.

Zielony groszek jest super!

No i w końcu trafiłam - ZIELONY GROSZEK.
Dzieci uwielbiają zielony groszek 
Co prawda czytałam, że dzieci go lubią, ale byłam sceptyczna. U moich dziewczyn szału nie będzie - myślałam. A tu niespodzianka.
Powiem tylko, że sama zdążyłam spróbować 2-3 strąki. Reszta była systematycznie porywana jawnie i ukradkiem przy każdej bytności dzieci w ogródku. Najpierw zjadały same słodkie ziarenka, potem szło jak leci razem z łupinką. Bardzo podobała im się też możliwość samodzielnego zerwania smakołyku i poszukiwanie go wśród długich pnących łodyg.
A warzywka było naprawdę dużo i gdyby nie mój głupi błąd, byłoby go więcej.

Plan na zielony groszek

W następnym roku planuję posiać większą ilość groszku tak, by wykarmił moje małe głodomorki i by starczyło go na zamrożenie.
I polecam go wszystkim rodzicom ogrodnikom.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Barwinek

Barwinek

BARWINEK 



Charakterystyka


Barwinek to roślina płożąca, wieloletnia, teoretycznie zimozielona (u mnie liście dużych mrozów nie wytrzymywał, ale - jak na złość - odrastał na wiosnę).
Na długich, raczej pojedyńczych łodygach ma niewielkie, ale pięknie błyszczące liście. Pod ziemią tworzy dość gęstą sieć rozłogów, trudną do usunięcia (!). Kwitnie na niebiesko wiosną i latem.


Stanowisko

Barwnika spotkałam w jego naturalnym środowisku w zacienionym lesie. U mnie też rósł chętnie w cieniu (po nieświadomym przeniesieniu wraz z inną rośliną na miejsce bradziej nasłonecznione przyjął się, ale słabiej rósł i łatwiej go było zlikwidować). W arboretum w Rogowie  tworzy piękny dywan pod karłowatą wierzbą płacząca rozpiętą na kształt parasola.


Warunki glebowe


Z mojego doświadczenia barwinek urośnie wszędzie, choć najlepiej mu było na przepuszczalnej, kwaśnej glebie.


Sąsiedztwo


U mnie rósł chętnie obok tui, różanecznika i trzmieliny, czyli raczej wśród kwasolubnych roślin. W lesie lubił towarzystwo drzew iglastych, ale nie gardził też liściastymi.


MOJA OPINIA

Jeśli zależy Ci na szybkim i skutecznym zadarnieniu cienistego miejsca - ta roślina jest dla ciebie. Pod warunkiem, że masz zamiar dać jej wolną rękę i posiadasz do dyspozycji co najmniej polanę.
Jeśli jednak lubisz panować nad sytuacją w swoim ogrodzie, trzymaj się z daleka od barwinka. Dla mnie był karą za grzechy (zobacz: https://ogrodniedoskonaly.blogspot.com/2017/08/lekcja-pierwsza-nie-przynos-niczego.html) i nauczką, że trzeba czasem słuchać teściowej (https://ogrodniedoskonaly.blogspot.com/2017/08/lekcja-druga-suchaj-tesciowej.html).

niedziela, 27 sierpnia 2017

LEKCJA TRZECIA A POWINNA BYĆ PIERWSZA - NIE POZWÓL MĘŻOWI NA UTWARDZENIE TERENU DOPÓKI NIE USTALISZ PLANU OGRODU

Tragiczne to, ale prawdziwe. Mój największy błąd w ogrodzie. Gdybym pomyślała o tym na samym początku, moja łopata bardziej by mnie lubiła. A ja ją.
Czy wy wiecie jak trudno babie z miasta wykopać dołek pod głupią tuję, gdy na głębokość sztycha ma ziemię z kamorami zwiezioną z pobliskiej budowy drogi? Kicham na testy gleby. Moja jest jaka jest. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć. 

Koparki, Maszyny, Maszyna Do Budowy
Pomyśl zanim zaczniesz utwardzać teren

A stało się to zwyczajnie - najpierw na działce powstał warsztat. Na samym końcu działki, daleko od bramy. Ziemia była wcześniej nieeksploatowana, piękna i kwitnąca, ale z dołkami i nierównościami. Gdy zaczęły jeździć po niej samochody i koparki do budowy warsztatu, stała się polem minowym z kałużami. Żeby ułatwić sobie i klientom dojazd, mąż mój dogadał się z robotnikami pobliskiej szosy, którym łatwiej było wywieźć ziemię z drobnymi kamieniami do nas niż gdzieś na odległe miejsce zrzutu. 
No i zrobili mi drogę przez środek działki, nie myśląc, co tam będzie potem. Ja też nie pomyślałam.
A potem powstał dom i wokół niego ogród. Właśnie na tej pięknej drodze...

LEKCJA DRUGA - SŁUCHAJ TEŚCIOWEJ

Wiem, że brzmi okropnie. 
Ale czasem trzeba. Zwłaszcza, gdy popełniasz błędy w ogrodzie.

Teściowa, gdy zobaczyła moją leśną zdobycz (patrz: Lekcja pierwsza...), z miejsca wyklęła mój ogródek. 
Powiedziała, że ludzie nie mogą się tego pozbyć latami. Prorokowała mi długą i uciążliwą walkę.
Nie uwierzyłam i zostawiłam na skalniaczku, bo mi się podobało, zwłaszcza ze zaczęło kwitnąć na niebiesko.  
I to był mój drugi błąd. 
Minęły trzy lata a ja do tej pory próbuję bezskutecznie wyrugać z mojego ogrodu to draństwo o nazwie barwinek.

Trudny do usunięcia barwinek 

Co więcej, nieświadomie rozniosłam je na inne grządki przy okazji rozmnażania rosnącej obok trzmieliny.

Tak więc teściowa miała rację. To boli.

Ale chyba bardziej bolała LEKCJA TRZECIA.

LEKCJA PIERWSZA - NIE PRZYNOŚ NICZEGO ( ALBO WSZYSTKIEGO...) Z LASU

Jakie błędy w ogrodzie popełniłam?
Na początku istnienia mojego skrawka ziemi chciałam jak najszybciej go zapełnić. Jak szczerbaty na suchary rzucałam się na każdą znalezioną roślinkę, którą chociaż pobieżnie znałam (dzika polna róża!) lub uważałam za niezwykle piękną i pożyteczną. Ponieważ nie nabrałam jeszcze powszechnego zwyczaju odwiedzania sklepów i szkółek ogrodniczych, moje zbiory polegały na przytachiwaniu z lasów i pól czegoś co ma korzenie i może się przyjąć.
Po czym doznałam  wielkiego szoku, gdy znajomy leśniczy uświadomił mi, że wynoszenie  roślin z lasu jest niezgodne z prawem...
(Na moje usprawiedliwienie pragnę nadmienić, że wychowałam się na książkach typu "Lato leśnych ludzi" a wakacje spędzałam głównie na zbieractwie w czasach, gdy nikt się nie przejmował, co babcia z lasu targa w koszyku).

Tarcza, Uwaga, Krok, Znakowanie, Znak
Do lasu bez łopaty!


Poza tym, karę i tak dostałam, gdy przyniosłam i zasadziłam na moim pierwszym skalniaczku coś,  co miało przepięknie błyszczący zielony kolor i porastało runo. Jaką? O tym w LEKCJI DRUGIEJ.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Jak się zaczęło

Kiedyś nie mogłam zrozumieć ludzi, którzy z własnej woli i w dodatku z widocznym  zadowoleniem na klęczkach czy w niechlubnym półprzysiadzie pochylali się nad bruzdą czarnej  brudnej ziemi. Ba, nie mogłam nawet patrzeć na tych, którzy z lubością pielęgnowali zielone wyrostki w domowych doniczkach. 
Sytuacja zmieniła się lekko, gdy dostałam do dyspozycji kawałek grządki teściowej. Radośnie posiałam wtedy marchewkę po czym zapomniałem o sprawie. Rozczarowałam się co prawda miernymi efektami (nikt mnie nie uświadomił o przerywaniu, spulchnianiu, podlewaniu !...), ale powolutku zaczęło we mnie kiełkować zainteresowanie tematem. Na tyle, że poszłam do kwiaciarni i poprosiłam o najbardziej niezniszczalny kwiatek (z uwagi na to, że wcześniej byłam w stanie ususzyć wszystko, co zielone). Dostałam zaminokulosa i się w nim zakochałam. Teraz z tego jednego mam 3 sztuki, wszystkie pięknie rosną w cieniu i gardzą częstym podlewaniem. 
A potem kupiliśmy działkę.
Szału z roślinami na niej nie było, same chwasty, czarny bez i mirabelki. Zero drzew i krzewów.
Ale za to oszalałam  ja. 
CHCĘ MIEĆ OGRÓD!!! - zawrzeszczał ktoś w mojej głowie.
I się zaczęło.